niedziela, 10 kwietnia 2011

Trasa do Atlasu

Kilka dni minelo, mamy za soba mocne przygody, problemy ze sprzetami, kompletne wycienczenie, niesamowite widoki, fragment Sahary, szerokie hamady, jedna z trudniejszych tras Atlasu. Zbyt wiele jest do opowiedzenia, bedzie na to czas w pozniejszej relacji. Dzis musza wystarczyc zdjecia;
























poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Dni 2 i 3

Jestesmy w Missour, jutro atakujemy pierwsze pustynne odcinki. Tempo mamy nieco wolniejsze niz zakladalismy, wiec jutro mamy spory kawalek do zrobienia. 
Ale po kolei..
Wczorajszy odcinek byl nudnawa dojazdowka. El Jebha - Taza, dobry asfalt, mnostwo winkli, wiec bawilismy sie w supermoto w wersji sumo. Troche popadalo, a mokry marokanski asfalt jest potwornie sliski. Ale zanim popadalo, opony zostaly pozamykane.
Dzis to zupelnie inna bajka. Taza - Missour, jazda przez Sredni Atlas, wysokie gory, pierwszy afrykanski snieg juz na wysokosci 1900 m, przejazd przelecza na ponad 2300 m, pozniej zmiana otoczenia na lagodne wzgorza, ziemia o lawendowym kolorze, dlugie proste i jazda jak przez prerie i final w Missour, od ktorego wita nas pustynia.
Spotykamy sie z zyczliwoscia miejscowych, sa nas ciekawi i od Tetouan nie namawiaja juz tak natarczywie na kupno magicznych ziol miejscowej produkcji. Roznica kulturowa jest przepastna, ale jest przyjaznie i zazwyczaj jestemy w stanie sie dogadac jezykim francusko-arabsko-migowym.
Korzystajac z WI-FI dostepnym w naszym hotelu, przesylam zalegle i aktualne foty.
Na jednym ze zdjec zobaczycie m.in. jak nasze sprzety stroja sobie wewnatrz knajpy w rozkopanej El Jebha. Pozdrawiamy, trzymajcie kciuki, zebysmy jutro dotarli jak najdalej w kierunku Merzougi!





























niedziela, 3 kwietnia 2011

Dzien pierwszy

Pierwszy, wyjatkowo dlugi dzien za nami.
Przejazd na Afrykanski lad poszedl sprawnie i zaraz po wjezdzie rozpoczela sie prawdziwa przygoda. Juz mamy wrazenie, ze polska rzeczywistosc zostawilismy za soba znacznie dawniej. Do Tetouan byl asfalt, miejskie zamieszanie i troche uciazliwych naganiaczy. Dalej juz tylko piekna kreta blotno-szutrowa droga wzdluz wybrzeza. Motory i my juz wygladamy, jakbysmy jezdzili po bezdrozach przynajmniej tydzien.
Nocowalismy w hoteliku w El Jebha, motocykle nocowaly w srodku miejscowego baru i hotelowym korytarzu. Jest biedniej, bardziej prowincjonalnie, ale sympatyczniej i spokojniej. A jaka podaja rybe!
Widoki juz zachwycaja, a mamy swiadomosc, ze prawdziwe atrakcje sa dopiero przed nami.
Niestety karta na internet nie dziala, nie wiem czy bede w stanie przeslac zdjecia. Bede probowal.
Pozdrawiamy!

środa, 30 marca 2011

Sprzęty już w drodze!

Motocykle z Warszawy rozpoczęły swoją podróż w kierunku Hiszpanii. Po drodze jeszcze przystanek Wrocław, gdzie na przyczepę wjadą sprzęty Tomka i Arniego. Zobaczymy je nocą z piatku na sobotę w Maladze.
Z ciekawostek, załadowana DRZta Tomka bedzie ważyła ok 70 kg mniej, niż Africa Wojtka bez bagażu!
Już niedługo relacja z trasy!






niedziela, 20 marca 2011

Trasa Maroko Enduro 2011

Do wyjazdu zostało 10 dni, najwyższa pora napisać kilka słów o planowanej trasie.
Głównym założeniem jest przemieszczanie się w miarę możliwości mało uczęszczanymi drogami ograniczając jazdę głównymi szlakami do minimum. Pozwoli nam to poznać prawdziwe Maroko z dala od turystycznego zgiełku.
Z lotniska w Maladze, gdzie odbierzemy nasze motocykle  mamy krótką ( 140km) dojazdówkę do Algeciras, skąd promem dotrzemy do Ceuty albo Tangieru. Zależy to od dostępności biletów, decyzja zapadnie po drodze.
 Naszą przygodę w Maroko rozpoczynamy z poziomu morza i kierujemy się na wschód wybrzeżem do Al Hoceima, następnie wschodnią stroną gór Rif jedziemy na południe, przez Taza, Missour, Boudenib do niesamowitych wydm Erg Chebbi.  Po drodze przyjdzie nam poznać smak afrykańskiej hamady (kamienistej pustyni) i liczne przejazdy przez koryta sezonowych rzek.
Z Merzougi (obok Erg Chebbi), wzdłuż granicy z Algierią przemierzymy najdłuższy odcinek przez pustynną hamadę do Tagounite i Zagory. Tam może być wyjątkowo krucho z paliwem, niewykluczone, że trzeba będzie doposażyć się w dodatkowe jego pokłady (często nalewane w miejscowych „stacjach” z butelek i baniaków.
Od Zagory kierujemy się na północ w Wysoki Atlas i to właśnie tam spodziewamy się natrafić na najtrudniejsze technicznie odcinki. Najwyższe przejeżdżane przez nas przełęcze znajdują się na wysokości niemal 3000 m n.p.m, a drogi widoczne na mapach są niejednokrotnie górskimi szlakami, przez które zdolne są przejechać jedynie terenowe pojazdy. Po kilku dniach spędzonych w Wysokim i Średnim Atlasie jedziemy w kierunku miasta Fez. Mimo, że będziemy nadal jechać przez piękne góry oraz lasy cedrowe, będzie to już jednak powrót w kierunku promu. Fez to trzecie co do wielkości miasto Maroka, z niemal milionową populacją. Odwiedzimy tamtejszą Medynę i po raz pierwszy podczas tego wyjazdu pozwiedzamy miasto jak typowi turyści. Następnie jedziemy na północny zachód przez leżącą nad oceanem miejscowość Larache i kierujemy się do portu.
W ten sposób na trasie naszej podróży zaliczymy jazdę wzdłuż Morza Śródziemnego, skrawek Sahary, wjedziemy motocyklami wyżej niż sięgają wierzchołki najwyższych szczytów Tatr i w drodze powrotnej zahaczymy o Atlantyk.
Taki jest plan, rzeczywistość zweryfikuje plany.
Tak z grubsza będzie wyglądała nasz trasa: